Weber Elektronika

Historia

Milan Weber

Swoją historię najchętniej podzielę na kilka rozdziałów — od początku udało mi się sporo zdziałać.

Co przywiodło mnie do hi-fi

Jak wielu ludzi z branży hi-fi kocham muzykę — Zappa, Hendrix, Joplin, Dylan, Mahavishnu, Miles Davis, King Crimson. To były piękne czasy. A żeby słuchać, trzeba też mieć na czym grać.

Bez środków i bez doświadczenia wymarzyłem sobie, że otworzę sklep SONY — dla mnie na zawsze najlepszą firmę, znakomitą niemal we wszystkim: kamery, magnetowidy, telewizory, wzmacniacze i odtwarzacze CD. Dlaczego hi-fi, elektronika i własna działalność? Miłość do techniki i muzyki — oraz pragnienie, by nie być dłużej czyimś popychadłem, lecz się rozwijać. Spełniło się. Tylko wtedy nie wiedziałem, w co się pakuję.

Sprzedaż detaliczna

W 1990 roku w praskim Tuzexie — sklepie z towarem importowanym z „Zachodu“ — poprosiłem sprzedawcę, żeby puścił mi wieżę SONY z CD. Powiedział „na chwilkę“. Po trzech minutach „wystarczy“. A 4 listopada 1991 roku wraz z przyjacielem Robertem otworzyłem pierwszy salon firmowy SONY na Morawach — dwadzieścia osiem metrów kwadratowych.

Z początku nie szło — piękny sklep, znakomita obsługa, ale ludzie nie przychodzili. Wydrukowaliśmy 15 000 ulotek i rozdaliśmy je w Cieszynie i okolicy. Kilka dni później przychodzę rano, a przed sklepem stoi kolejka: „Czekamy, aż pan otworzy, panie Weber“.

W czerwcu 1996 roku pojawił się większy salon w centrum — a wraz z nim Philips oraz niemal jedyne wówczas marki audiofilskie: NAD, Rotel, Denon, Tannoy, Mission i LOEWE. Częścią był pokój odsłuchowy. Umieliśmy sprzedać — to znaczy zaprezentować, pokazać, zainstalować — i ludzie chętnie do nas przychodzili. Miałem wielkie szczęście do współpracowników; ich uczciwość i życzliwość były chyba podstawą całego sukcesu.

Dystrybucja

Gdzieś w 1994 roku przyjaciel z USA przywiózł do pokazania niewiarygodną rzecz — voice organizer, w ogóle pierwszą bazę danych w pełni sterowaną głosem. Na tamte czasy coś nie do pomyślenia. Zdobyłem wyłączne przedstawicielstwo na naszą część Europy i na potrzeby dystrybucji w Polsce założyłem firmę VOICE. Przy okazji nauczyłem się polskiego, poznałem ten ciekawy kraj i współpracowałem z największymi — choćby z Optimusem. Rozmawialiśmy z IBM o lokalizacji programu Speech to Text, wystawialiśmy się na INVEX-ie, dostaliśmy się do ścisłego finału konkursu „Kryształowy Dysk“, a ja stałem w Las Vegas podczas wręczania nagrody za znaczący postęp technologiczny. Potem przyszły problemy techniczne — i stało się jasne, że kolejną dziedziną musi być hi-fi.

Dlatego od 1998 roku zacząłem wraz z czeskimi producentami budować dystrybucję czeskiego hi-fi w Polsce. Zwróciłem się do legend: Pavla Dudka i jego znakomitych wzmacniaczy, kolegów z SHAN-u i ich kolumn, Petra Krála z Hranic, którego przedwzmacniacze do dziś należą do czołówki — a przede wszystkim Pro-Ject. Przyszły wystawy, testy, recenzje, prezentacje i budowanie sieci dealerskiej, a wraz z dobrą pracą kolejne marki: Triangle, Sonus Faber, Cabasse, REL, Cardas, Primare, Isotek, BAT, Audiovector i Chord. Trzykrotnie wygraliśmy nagrodę za najlepszy dźwięk na Audio-Video Show w Warszawie.

Człowiek wciąż się uczy

Największą szkołą były spotkania z konstruktorami. John Franks i jego konstruktor Rob Watts z Chorda, Christopher Cabasse, który o dźwięku wie więcej niż ktokolwiek inny, John Hunter z REL-a, Steve Bednarski i Wiktor Khomenko z BAT, Lars Pedersen z Primare, George Cardas oraz konstruktorzy Sonus Faber — inspiracja i szkoła zarazem. Zjeździłem USA i Europę i zbudowałem firmie znakomitą pozycję na rynku.

Na koniec zostawiam człowieka, który najbardziej wpłynął na moje zawodowe życie — Heinza Lichteneggera, ojca marki Pro-Ject. Na początku lat 90. stał u narodzin nowej ery analogu, a jego wizja odmieniła nie tylko mnie, lecz cały światowy rynek hi-fi. Miałem zaszczyt być jego partnerem przez ponad dwadzieścia pięć lat. Gramofon, płyta, cała ta filozofia da się ująć w jednym haśle: GO ANALOG.

Wszystko to ostatecznie doprowadziło mnie do jednego wniosku.

Z archiwum

„Podstawą jest uczciwość, szacunek i chęć zrozumienia, czego klient naprawdę chce.”

— Milan Weber